" (...) Gitarzysta Rafał Sarnecki, urodzony w Warszawie w 1982 r. i od 5 lat przebywający w Nowym Jorku, również prezentuje niemałe umiejętności i wydaje się jeszcze bardziej obiecującym muzykiem. Gra Sarneckiego, który jest mniej wybuchowy niż Kaczmarczyk, lecz równie odważny, wykazuje wpływy amerykańskiego wizjonera gitary Kurta Rosenwinkela.
Sarnecki, podobnie jak Rosenwinkel, znacznie wykracza poza znane idiomy bebopu i post-bopu, sięgając po swobodniejszy, choć nadal oparty na akordach, język muzyczny. Kompozycje własne Sarneckiego łączą górnolotny liryzm, właściwy polskiej kulturze muzycznej, z niespotykanym, całkowicie rozbrajającym sposobem budowania długich i zawiłych fraz muzycznych. Bez wątpienia: znajduje się on u początków formowania własnego języka improwizacji, lecz już obecnie demonstruje oryginalność i śmiałość. (...)
Howard Reich, 9.11.2010. Chicago Tribune
Recenzje płyty: "Songs From a New Place" :
Rafał Sarnecki Quartet - Songs From A New Place
To, co uderza już od pierwszego przesłuchania "Songs From a New Place", to zachwycająca zdolność Rafała do godzenia przeciwieństw. Właśnie na skutek ich zderzenia powstają rzeczy najciekawsze, świeże i intrygujące.
Młodzieńcza energia, która emanuje niemalże z każdego dźwięku płyty, doskonale koresponduje z zaskakującą dojrzałością muzyczną lidera, zarówno na płaszczyźnie kompozycji, dramaturgii narracji, jak i operowania artykulacją w zakresie poszczególnych fraz. Choć improwizacje Rafała zapierają dech w piersiach, jest to raczej wynikiem jego umiejętności odnajdywania właściwych dźwięków, a nie popisów technicznych. Piękne, niespieszne frazy wciągają słuchacza niczym pasjonująca opowieść, rozwijając i przeplatając ze sobą kolejne wątki historii. I nie jest to bynajmniej monolog! Każdy instrument jest tu tak samo ważny, każdy muzyk z uwagą wsłuchany w to, co opowiadają inni. Jasne jest, że muzycy grają ze sobą długo, potrafią bez słów pociągnąć wspólnie pomysł, który zaistniał tu i teraz. Szczególną uwagę zwraca porozumienie na linii gitara - fortepian, a Paweł Kaczmarczyk oczarowuje lekkością frazy i wrażliwością w każdym utworze.
Drugą miłością Rafała Sarneckiego, obok jazzu, jest fizyka. Jednak trudno w jego kompozycjach doszukać się fascynacji matematyczną wizją muzyki. Przeciwnie, zarówno cechą tematów, jak i improwizacji, jest swoboda i melodyka.
Wszystkie utwory, z wyjątkiem "On Green Dolphin Street", to własne kompozycje lidera. Jednakże sposób, w jaki wspomniany standard został przearanżowany przez Rafała, każe myśleć również o nim jako o jego autorskiej kompozycji. Można byłoby nawet pokusić się o stwierdzenie, że jest to swoiste credo Rafała: połączenie nowoczesnego myślenia o jazzie z szacunkiem dla klasyki. Liderowi udało się stworzyć własny język, który jednocześnie jest pełnym pokory wyznaniem jazzowych autorytetów. Nie tylko zresztą jazzowych - o szerokich horyzontach muzycznych Rafała świadczyć może kompozycja "Rockalypso", stanowiąca bardzo ciekawą, eksperymentalną eksplorację rockowych fascynacji autora.
Co więcej, "Songs From A New Place" to płyta nie tylko piękna pod względem merytorycznym, ale i pięknie zrealizowana - jest to zasługą zarówno Jana Smoczyńskiego z podwarszawskiego Nieporętu, który dokonał nagrań, jak i Dave'a Darlingtona oraz Marka Wildera z Nowego Jorku, którzy zajęli się miksem i masteringiem.
Konrad Żywiecki Jazz Forum
RAFAŁ SARNECKI - "Songs From A New Place"
Rafał Sarnecki jest jednym z wielu polskich muzyków, którzy postanowili podszlifować swoje talenty artystyczne za "wielką wodą". Jest też jednym z wielu muzyków, których zafascynował Nowy Jork. Miasto ze swoimi znakomitymi szkołami muzycznymi jawi się, jako fabryka talentów, artystyczna mekka, w której zbiera się masę plonów. Tylko najlepsi potrafią z tej mieszaniny stworzyć dobrą jakość? lub przynajmniej nie tworzyć jakości złej.
Sarnecki został doceniony w kraju jeszcze przed wyjazdem. Otrzymał główną nagrodę na Międzynarodowym Konkursie Gitarzystów Jazzowych w 2002 roku i nagrodę dla najlepszego instrumentalisty Festiwalu Standardów Jazzowych w Siedlcach w 2004 roku. O jego umiejętnościach świadczy też zresztą sam fakt wyjazdu - Nowy Jork był bowiem przygodą w ramach stypendium. Lista jazzmanów z jakimi współpracował w Polsce też jest imponująca, że wymienię tylko Muniaka, Strzelczyka i Agę Zaryan. Słowem: zdolny, młody muzyk. Za kilka lat jego nazwisko może być naprawdę słynne.
"Songs From A New Place" to, jak sam tytuł wskazuje, zbiór kompozycji i pomysłów z czasów nowojorskich studiów. "Życie w tym mieście było dla mnie szansą usłyszenia ogromnej ilości muzyki, która często nie dociera do Europy z różnych powodów lub dociera z dużym opóźnieniem." - mówi Sarnecki. W kompozycjach jego debiutanckiego albumu słychać różnorodność inspiracji, tak od strony czysto koncepcyjnej, jak i brzmieniowej. Nowoczesne trendy jazzu łączą się tu ze standardowym podejściem do gatunku.
Sarnecki odchodzi od oklepanych schematów, jego kompozycje są bardziej skondensowane, dokładnie przemyślane i zaplanowane. Dzikość jazzu okiełznywana jest przez łagodną melodykę, którą z drugiej strony urozmaicają zaskakujące zwroty harmoniczne i rytmiczne. Dźwięki obce, dysonanse i absolutnie nieklasyczne podejście do tonalności są tu na porządku dziennym.
Zespół jak zgrana drużyna tworzy zbitą i logiczną strukturę, z której co jakiś czas wyłania się indywidualny popis na fortepianie (tu znakomity Paweł Kaczmarczyk) lub gitarowe solo. Artyści odbiegają jednak od karkołomnej wirtuozerii, kładąc nacisk raczej na precyzję wypowiedzi muzycznej i zrozumienie przez słuchacza.
Od Metheny'owsko-Davis'owskich pejzaży dźwiękowych ciekawą odskocznię stanowi utwór "Rockalypso" nagrany z flecistą Thomasem Abbotem. Wnosi do krążka egzotyczny, latynoski podmuch świeżości.
Sarnecki z zespołem stworzyli płytę przystępną w odbiorze, a jednocześnie nie pozbawioną ambicji i koneserskich smaczków. I choć album "Songs From A New Place" lepiej zrozumiemy i docenimy, gdy poświęcimy mu całą uwagę, równie dobrze muzyka Sarneckiego sprawdza się jako przyjemne, jasne tło. Miejmy nadzieję, że to dobry początek pełnej sukcesów drogi z kolejnymi, jeszcze lepszymi produkcjami.
Katarzyna Paluch - Onet.pl
Był w ubiegłym roku autorem najważniejszego jazzowego debiutu. Choć jego album "Songs From A New Place" został nagrany w Polsce z naszymi muzykami, to gitarzysta większość czasu spędza w Nowym Jorku, gdzie od czterech lat studiuje na uniwersytecie The New School. Tam napisał kompozycje na swoją płytę.
Chociaż Rafał Sarnecki jest absolwentem fizyki na UW, do muzyki podchodzi z sercem artysty otwartego na wszelkie nowości.
Myliłby się ten, kto przypuszczałby, że Sarnecki zapatrzył się na nowojorską awangardę. Nie stosuje przystawek, gra czystym, pięknym dźwiękiem elektrycznej gitary w klasycznym stylu Wesa Montgomery'ego. Jeśli porównać go z nowym pokoleniem jazzmanów, to najbliżej mu do Kurta Rosenwinkla, czołowego dziś gitarzysty amerykańskiego.
Dla Sarneckiego duże znaczenie ma brzmienie gitary, ale moją uwagę zwróciła konsekwentna logika jego gitarowych opowieści.
Imponujące, że ten młody artysta ma już tyle do powiedzenia, a słucha się go z zapartym tchem.
Na płycie wyróżniłbym utwór tytułowy "Songs From A New Place", balladę "If I Speak" oraz standard "On Green Dolphin Street" Bronisława Kapera, ale cała twórczość gitarzysty zasługuje na uwagę.




